top of page

Komplet Wild Woof

  • Alan
  • 21 sty 2020
  • 4 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 22 sty 2020

Na początku mojej psiarskiej przygody marzyłem o psiej szafie pełnej kompletów na najróżniejsze okazje, o wzorzystych taśmach, tonach szelek i obroży! Gdy byłem już pewny, że Greg nie urośnie za bardzo ni wzdłuż, ni wzwyż, zamówiłem mu w końcu porządny komplet na urodziny. Szelki i smycz zachwycały kolorem i pięknym wzorem - przez jakiś rok, później a to poszedł szew, a to taśma wypłowiała i nie mogło jej odratować już żadne pranie, lakier schodził z okuć...


Po tym roku zmieniły mi się też priorytety - wolałem przeznaczyć pieniądze na psi wyjazd albo treningi, nowe zabawki albo akcesoria treningowe niż na coś, co ma po prostu ładnie na piesku wyglądać. Zacząłem szukać czegoś trwałego, czemu nie straszne kąpiele w morzu, błocie i wszystkich przydrożnych zbiornikach wodnych, czegoś, co jednocześnie będzie wyglądać estetycznie, żeby można było też dumnie się przespacerować po mieście... I w końcu zdecydowałem się na Wild Woof!



No to hyc! Zamówiliśmy, otwieramy paczuszkę a w środku złoto-czarne szelki Y Sport oraz podwójna przepinana smycz! Kolory tak samo intensywne, wybarwione jak na zdjęciach na stronie a cały komplet zachwyca wykonaniem - dokładne, mocne szwy, podszycie neoprenem i dopełniające wszystko (także barwą!) okucia z brązu.


Nie dałem się zwieść pierwszemu wrażeniu i postanowiłem dać kompletowi czas, żeby sprawdzić jego wytrzymałość. Bardzo szybko go pokochałem, bo te kolory świetnie leżą na Gregu a jednocześnie założenie szelek to w końcu była chwila moment - przełożenie przez głowę, zapięcie klamr po bokach i można iść podbijać świat! Greg chyba sam wziął sobie to testowanie wytrzymałości do serca, bo wbiegał w szelkach znienacka do wody albo pchał się w nich w gęste chaszcze. Nie raz, nie dwa trafiły do prania i były przecierane szmatką po spacerze a po każdym takim zabiegu naprawdę wyglądały jak nowe! Dziwiło mnie to szczególnie w przypadku smyczy - mam w zwyczaju rzucać ją luzem na ziemię, by pies ciągnął ją za sobą, gdy trenujemy w nowym miejscu albo gdy potrzebuję odrobinę większej kontroli nad jego zachowaniem. A tu nic, śladu po tym brudzie i trudach życia nie ma! Zdarzyło się raz, że Greg spontanicznie zaproponował mi szarpanie się smyczą i przystałem na to - choć z pewną uważnością, bo czarny pies najbardziej lubi psuć i przegryzać... Próbował i teraz, ale znowu: na smyczy nie pozostał żaden ślad. Od tamtej pory regularnie korzystam ze smyczy jako z zapasowego szarpaka a zniszczeń właściwie nadal nie widać.


Szczególnie ważna była dla mnie struktura szelek - chciałem korzystać z nich także podczas treningów, więc zależało mi, by nie krępowały psich ruchów oraz nie przemieszczały się na psie. Kluczem jest tutaj właściwe zmierzenie psa, bo sam krój szelków Y sport sprzyja swobodnemu ruchowi psa. Szelki ładnie trzymają się swojego miejsca na psim grzbiecie... Dodatkowym atutem jest doszyta na ich końcu rączka, która pozwala przytrzymać psa w krytycznej sytuacji. Korzystałem z niej także podczas smyczowych spacerów, gdy psa trzeba było przytrzymać bliżej i zdała egzamin. To także przydatny patent, jeśli chcecie subtelnie przytrzymać psa tak, by nie był tego do końca świadom - podejrzewam, że przytrzymanie rączki zauważy znacznie później niż złapanie ręką za szelki. :)


Dla niektórych gruba, podwójna taśma smyczy może być nieco zbyt twarda i zbyt sztywna, taka cena za jej wytrzymałość! Nie trzeba się jednak martwić o obtarte dłonie. Gregowi zdarza się ciągnąć z ekscytacji i nigdy nie skończyło się to dla mnie przetarciami.

Jeśli lubicie przepinane smycze a uważacie, że podwójna taśma to dla was trochę za dużo - nie ma problemu! Na stronie sklepu znajdziecie także wersję pojedynczą. Znajdzie się też opcja dla tych, którzy szukają czegoś milszego dla dłoni - wystarczy, że zerkną na smycze miejskie bądź regulowane, gdzie znajdą podszytą neoprenem rączkę. ;)


Tak jak mówiłem - tym razem nie chciałem dać się zwieść i na testowanie tego kompletu przeznaczyłem aż rok. Jestem pozytywnie zaskoczony wytrzymałością, dobrym wykonaniem i estetyką całego kompletu. Właściwie nie widzę różnicy między kompletem, który wyjąłem z paczki rok temu a tym, co zakładam na psa praktycznie na codzień... Zużycie widać jedynie na przyszytym logo firmy, które trochę poszarzało!



Co warto wiedzieć o Wild Woof?

Obecnie firma proponuje nam szeroką gamę produktów - obroże, smycze, linki, pasy trekkingowe, legowiska oraz różnego rodzaju akcesoria jak saszetki, Wszystkie te produkty są tworzone ręcznie, z bardzo dużą dbałością! Nie musicie się też obawiać o niewymiarowość waszego psa - akcesoria są szyte pod wymiary waszego psa a miarę możecie zdjąć sami, korzystając z zamieszczonych na stronie filmików instruktażowych!

Kupując w Wild Woof, macie też pod wieloma względami czyste sumienie - wspieracie polskich przedsiębiorców, którzy dostarczają materiały do realizacji zamówień oraz dbacie o środowisko, kupując produkt, który (mam nadzieję!) będzie wam służył równie niezawodnie co nam i zapewne pożyje długie lata. ;)



Przekrój cenowy

Ceny wahają się w zależności od wybranego produktu (np. smycz/obroża/szelki), grubości taśmy oraz niekiedy jej długości. Najtańszą obrożę znajdziemy w cenie 49zł (półzacisk lub martingale), w takiej samej cenie znajdziemy też najtańszą smycz - smycz miejską gumowaną na taśmie o szerokości 2cm. Pamiętajcie, że przy większym psie cena będzie odpowiednio wyższa! Warto samemu zabawić chwilę na stronie i poeksperymentować z opcjami. ;)

Nasz komplet składa się z szelków Y-Sport na taśmie szerokiej na 4cm (149zł) i ze smyczy przepinanej 2,5cm (79zł).




PODSUMOWANIE:

+ Wygodny dla psa krój.

+ Wytrzymałość, wytrzymałość i jeszcze raz wytrzymałość!

+ Piękne kolory, minimalistyczny i pełen klasy design.

+ Szeroka oferta sklepu.

+ - Podszycie schnie naprawdę szybko, taśmom nie idzie to niestety tak szybko.

- Ograniczona możliwość regulacji (w szelkach Y-sport regulację znajdziemy jedynie na tylnym pasie).



Strona WWW Wild Woof: http://wildwoof.pl

Fanpage: https://www.facebook.com/wildwoofpl/

Komentarze


Zdjęcia użyte w nagłówku bloga oraz na podstronie "O Gregu" wykonane zostały przez Cyntię Zygmuntowicz

  • Facebook
  • YouTube
  • Tumblr Social Icon
  • Instagram
bottom of page